Zobacztakże
Gdy myślimy o energii odnawialnej, widzimy oczami wyobraźni zdjęcia turbin wiatrowych czy też paneli słonecznych, które zapełniają wiele publikacji. To wrażenie jest mylące. Jeśli wziąć pod lupę światowy bilans energii, to źródła odnawialne zapewniają prawie 13 proc. potrzeb ludzkości. Jednak udział tego, co powszechnie bierzemy za zieloną energię, jest minimalny – turbiny wiatrowe zaspokajają zaledwie 2 promile (dwie tysięczne) naszych potrzeb, energia słoneczna jeszcze mniej.
Największym dostawcą odnawialnej energii jest biomasa. Nie jest ona zbyt fotogeniczna, więc nie znajdziemy jej zdjęć w folderach, jednak to 10,2 proc. naszych potrzeb, czyli sto razy więcej niż energia słoneczna i pięćdziesiąt razy więcej niż coraz powszechniejsze w Polsce wiatraki. Biomasa jest najstarszym źródłem energii dla ludzkości. Zanim nauczyliśmy się spalać węgiel, gaz ziemny lub ropę – człowiek ogrzewał się i zaczął napędzać konstruowane przez siebie urządzenia właśnie dzięki spalaniu drewna – podstawowego składnika energetycznej biomasy. Gdy nasze potrzeby rosły wraz z umiejętnościami technicznymi, w XVIII i XIX wieku wyręb lasów i używanie drewna do napędzania rewolucji przemysłowo technicznej doprowadziło do masowego wycinania lasów w Europie, a w szczególności na Wyspach Brytyjskich. Warunkiem coraz lepszego poziomu życia było bowiem coraz większe zużycie energii. Działo się to aż do początku XIX wieku, gdy coraz powszechniej zaczął być stosowany węgiel, który ocalił resztki lasów.
Dzisiaj, pomimo ogromnych zasobów paliw kopalnych, z powodu walki z globalnym ociepleniem, z racji bardzo umownego liczenia emisji CO2 – biomasa, głównie drewno i jego odpady, stają się źródłem energii wspieranym finansowo, ulgami podatkowymi, dotacjami, a ostatnio także nakazami. Wprowadzenie obowiązkowego pułapu zużycia ze źródeł odnawialnych zaowocowało bardzo szybkim rozwojem nowoczesnej techniki, lecz jeszcze szybciej zaczęto używać najzwyklejszego drewna.
Przedsiębiorstwa, zmuszane lub zachęcane do energii odnawialnej, lokują duże pieniądze w nowe techniki. W 2010 r. świat
W 2010 r. świat zainwestował w energię odnawialną 211 miliardów dolarów (połowę PKB Polski) – ponad pięciokrotnie więcej niż w 2004 r.
zainwestował w energię odnawialną 211 miliardów dolarów (połowę PKB Polski) – ponad pięciokrotnie więcej niż w 2004 r. Jak podsumowała ONZ, na źródła wiatrowe wydano 95 mld, słoneczne 86 mld dolarów, w biomasę i odpady zainwestowano jedynie 11 miliardów. Drewno jest tanie, jest najłatwiejszym do zagospodarowania źródłem, nie trzeba skomplikowanej techniki. Przede wszystkim daje znacznie więcej energii niż bardzo kosztowne i dużo mniej przewidywalne źródła wiatrowe czy słoneczne.
Nic więc dziwnego, że w Unii Europejskiej, gdzie odnawialna energia jest już obowiązkowa, powszechnie ucieka się właśnie do drewna. Pokazane prze Unię statystyki udziału drewna w źródłach energetycznych są zadziwiające dla przeciętnego odbiorcy.
Otóż kraje Unii Europejskiej uzyskują połowę energii odnawialnej właśnie z drewna – dokładnie średnio 49,1 proc. W wielu krajach tych procentów jest jeszcze więcej. Liderem tego mało ekologicznego rankingu jest Estonia, która uzyskuje ze spalania drewna aż 97 proc. energii odnawialnej. Co prawda Estonia jest bardzo zalesiona (54 proc. terytorium to lasy), jednak eksploatacja postępujące w tym tempie, szczególnie gdy dodać, że przemysły oparte na drewnie to 16 proc. estońskiej produkcji – może się okazać groźna dla nadbałtyckich lasów.
Nie lepiej jest z Polską – 83 procent energii odnawialnej wytwarzamy właśnie z drewna. Powód jest oczywisty – energia z wiatru jest droga, nie ma dla niej sprzyjających warunków w Polsce, a o energii słonecznej na większą skalę lepiej zapomnieć – wystarczy wyjrzeć przez okno. Więc aby wypełnić obowiązkowe unijne cele – palimy lasy. I będziemy ich palić jeszcze więcej – w założeniach rozwoju odnawialnych energii, przewiduje się, że zużycie biomasy w Europie podwoi się w 2020 roku. Pytanie, czy wytrzyma to przemysł, który potrzebuje drewna do produkcji choćby mebli, papieru. Dziś już wiemy, że ta polityka podkopuje konkurencyjność polskiego meblarstwa, jednej z naszych flagowych branż eksportowych. A jak wiadomo, z naszym bilansem handlu zagranicznego nie jest różowo – od dwudziestu lat więcej importujemy niż wysyłamy za granicę.
Ale oprócz skutków gospodarczych – taka polityka ma zgubne konsekwencje środowiskowe. W Unii Europejskiej przeciętnie 41 proc. lądu jest zalesione, to w Polsce zaledwie 30 proc. To przeczy powszechnemu wyobrażeniu o Polsce jako kraju obfitującym w lasy. Daleko nam do Finlandii (77 proc. terenu to lasy), Szwecji (76 proc.), ale także do Słowenii (63 proc.), Łotwy (56 proc.), czy do Hiszpanii (55proc.). Więcej lasów od nas mają nawet Niemcy (31 proc.) czy Cechy (34 proc.). To są statystyki, które powinny zostać dokładnie przeanalizowane, zanim pójdziemy głębiej w rozwój „odnawialnych energii”, czyli tak naprawdę w spalanie lasów.
Największym dostawcą odnawialnej energii jest biomasa. Nie jest ona zbyt fotogeniczna, więc nie znajdziemy jej zdjęć w folderach, jednak to 10,2 proc. naszych potrzeb, czyli sto razy więcej niż energia słoneczna i pięćdziesiąt razy więcej niż coraz powszechniejsze w Polsce wiatraki. Biomasa jest najstarszym źródłem energii dla ludzkości. Zanim nauczyliśmy się spalać węgiel, gaz ziemny lub ropę – człowiek ogrzewał się i zaczął napędzać konstruowane przez siebie urządzenia właśnie dzięki spalaniu drewna – podstawowego składnika energetycznej biomasy. Gdy nasze potrzeby rosły wraz z umiejętnościami technicznymi, w XVIII i XIX wieku wyręb lasów i używanie drewna do napędzania rewolucji przemysłowo technicznej doprowadziło do masowego wycinania lasów w Europie, a w szczególności na Wyspach Brytyjskich. Warunkiem coraz lepszego poziomu życia było bowiem coraz większe zużycie energii. Działo się to aż do początku XIX wieku, gdy coraz powszechniej zaczął być stosowany węgiel, który ocalił resztki lasów.
Dzisiaj, pomimo ogromnych zasobów paliw kopalnych, z powodu walki z globalnym ociepleniem, z racji bardzo umownego liczenia emisji CO2 – biomasa, głównie drewno i jego odpady, stają się źródłem energii wspieranym finansowo, ulgami podatkowymi, dotacjami, a ostatnio także nakazami. Wprowadzenie obowiązkowego pułapu zużycia ze źródeł odnawialnych zaowocowało bardzo szybkim rozwojem nowoczesnej techniki, lecz jeszcze szybciej zaczęto używać najzwyklejszego drewna.
Przedsiębiorstwa, zmuszane lub zachęcane do energii odnawialnej, lokują duże pieniądze w nowe techniki. W 2010 r. świat
W 2010 r. świat zainwestował w energię odnawialną 211 miliardów dolarów (połowę PKB Polski) – ponad pięciokrotnie więcej niż w 2004 r.
Nic więc dziwnego, że w Unii Europejskiej, gdzie odnawialna energia jest już obowiązkowa, powszechnie ucieka się właśnie do drewna. Pokazane prze Unię statystyki udziału drewna w źródłach energetycznych są zadziwiające dla przeciętnego odbiorcy.
Otóż kraje Unii Europejskiej uzyskują połowę energii odnawialnej właśnie z drewna – dokładnie średnio 49,1 proc. W wielu krajach tych procentów jest jeszcze więcej. Liderem tego mało ekologicznego rankingu jest Estonia, która uzyskuje ze spalania drewna aż 97 proc. energii odnawialnej. Co prawda Estonia jest bardzo zalesiona (54 proc. terytorium to lasy), jednak eksploatacja postępujące w tym tempie, szczególnie gdy dodać, że przemysły oparte na drewnie to 16 proc. estońskiej produkcji – może się okazać groźna dla nadbałtyckich lasów.
Nie lepiej jest z Polską – 83 procent energii odnawialnej wytwarzamy właśnie z drewna. Powód jest oczywisty – energia z wiatru jest droga, nie ma dla niej sprzyjających warunków w Polsce, a o energii słonecznej na większą skalę lepiej zapomnieć – wystarczy wyjrzeć przez okno. Więc aby wypełnić obowiązkowe unijne cele – palimy lasy. I będziemy ich palić jeszcze więcej – w założeniach rozwoju odnawialnych energii, przewiduje się, że zużycie biomasy w Europie podwoi się w 2020 roku. Pytanie, czy wytrzyma to przemysł, który potrzebuje drewna do produkcji choćby mebli, papieru. Dziś już wiemy, że ta polityka podkopuje konkurencyjność polskiego meblarstwa, jednej z naszych flagowych branż eksportowych. A jak wiadomo, z naszym bilansem handlu zagranicznego nie jest różowo – od dwudziestu lat więcej importujemy niż wysyłamy za granicę.
Ale oprócz skutków gospodarczych – taka polityka ma zgubne konsekwencje środowiskowe. W Unii Europejskiej przeciętnie 41 proc. lądu jest zalesione, to w Polsce zaledwie 30 proc. To przeczy powszechnemu wyobrażeniu o Polsce jako kraju obfitującym w lasy. Daleko nam do Finlandii (77 proc. terenu to lasy), Szwecji (76 proc.), ale także do Słowenii (63 proc.), Łotwy (56 proc.), czy do Hiszpanii (55proc.). Więcej lasów od nas mają nawet Niemcy (31 proc.) czy Cechy (34 proc.). To są statystyki, które powinny zostać dokładnie przeanalizowane, zanim pójdziemy głębiej w rozwój „odnawialnych energii”, czyli tak naprawdę w spalanie lasów.
Andrzej Szczęśniak
Moim zdaniem
Czy biomasa jest paliwem ekologicznym?






