Zobacztakże
Sweet Home… Luizjana
Luizjana jest jednym z najbogatszych stanów USA. Jej gospodarka opiera się w głównej mierze na rybołówstwie oraz turystyce, a plama ropy oznacza dla tych branż totalną katastrofę. W wyniku wycieku nie można łowić ryb i krewetek, więc miejscowi rybacy z dnia na dzień zostali pozbawieni podstawowego źródła utrzymania. Zakaz połowów prawdopodobnie utrzyma się jeszcze przez wiele miesięcy, więc ludziom tym grozi nawet bankructwo. Dlatego rybacy wystąpili z pozwem przeciwko BP, oskarżając koncern o rażące niedbalstwo i domagając się odszkodowań.
Nie mniej dramatyczne skutki mogą dotknąć także turystykę. Plama ropy może zniszczyć piękne, piaszczyste plaże na wybrzeżu Luizjany. Nawet, jeśli uda się usunąć ropę, to kryzys może trwać jeszcze wiele lat. Tak stało się np. na Sumatrze po potężnym tsunami z 2004 roku, które dokonało ogromnych zniszczeń oraz przyczyniło się do śmieci wielu ludzi. Mniejsze wpływy z turystyki mogą dotknąć także stany: Alabama, Floryda i Missisipi.
Cenne baryłki
Nieuniknionym skutkiem katastrofy są podwyżki cen ropy. I to nie tylko tej dostępnej na rynku, ale też tej, która ma będzie wydobywana w ciągu najbliższych kilku lat. Sytuacja ta jest wynikiem zapowiedzi Baracka Obamy, że USA rezygnuje z wydobywania ropy na wybrzeżach, dopóki nie zostaną wyjaśnione przyczyny awarii Deepwater Horizon. Jak podaje forsal.pl, cena kontraktów na ropę z dostawą w 2018 roku przebiła psychologiczną barierę 100 dolarów za baryłkę.
Zaledwie kilka tygodni przez katastrofą prezydent USA postanowił zezwolić na wydobycie u wschodnich wybrzeży USA, w rejonie Zatoki Meksykańskiej oraz na północy Alaski. Decyzja ta zniosła zarazem zakaz obowiązujący od ponad 20 lat. Po katastrofie nie wiadomo więc, jakie zapadną dalsze decyzje w tej sprawie i czy nie wpłynie to także na ceny paliw.
BP w ogniu krytyki
BP, czyli British Petroleum, musi się teraz zmierzyć z ogromnymi stratami materialnymi oraz – przede wszystkim – utratą reputacji. Walka ze skutkami katastrofy wymaga znacznych nakładów finansowych, a koncern zobowiązał się do pokrycia wszystkich kosztów związanych z wyciekiem. Mogą one wynieść co najmniej 3 mld dolarów.
Koncern ponosi także porażkę na giełdzie. Od dnia awarii, czyli od 20 kwietnia, akcje BP systematycznie spadają. Na początku ubiegłego tygodnia spadek ten wynosił już 15%. Na kondycję finansową spółki wpływ też będzie miała wspomniana już utrata reputacji. Nie jest to pierwsza wpadka koncernu – w 2005 roku doszło do eksplozji w należącej do British Petroleum rafinerii Texas City. Raport dotyczący przyczyn wybuchu wskazywał na liczne braki w sprzęcie oraz ryzykowne zarządzanie. Na ile więc BP wyciągnie wnioski z obecnej katastrofy, czas pokaże.
Ekologia.pl (ET)




