Patologie na rynku uprawnienia do emisji CO2

Freeimages.com/nikita golovanov Freeimages.com/nikita golovanov

Aż 70% projektów realizowanych przez spółki energetyczne w zamian za bezpłatne przydziały do emisji gazów cieplarnianych obejmują infrastrukturę węglową, a jedynie 10% to inwestycje w źródła odnawialne. Tymczasem celem wynegocjowanych przez polski rząd tzw. derogacji dla elektroenergetyki miała być modernizacja przestarzałego sektora energetycznego oraz dywersyfikacja źródeł dostaw. Inwestycje w węgiel mogą odbić się nam czkawką po 2020 roku, kiedy cena uprawnień zacznie rosnąć.



W swoim raporcie „Derogacje od transformacji” Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi bada m.in. sposób wykorzystania darmowych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych dla sektora elektroenergetycznego otrzymanych na lata 2013-2020. Zgodnie z danymi Ministerstwa Środowiska w pierwszych latach funkcjonowania systemu bezpłatne uprawnienia otrzymało 68 grup kapitałowych. Łącznie koszty kwalifikowane inwestycji, wyrażone w cenach z 2010 roku wyniosły prawie 4,5 mld euro.

– Wnioski z raportu nie są optymistyczne. Te pieniądze miały zostać przeznaczone na konkretne cele takie jak modernizacja infrastruktury energetycznej oraz dywersyfikacja źródeł dostaw, co w konsekwencji miało służyć stopniowemu odchodzeniu od spalania węgla. W dużej mierze zostały jednak przeznaczone na inwestycje utrzymujące status quo – wyjaśnia Agnieszka Warso-Buchanan, radca prawny w Fundacji.

– Nawet projekty służące rozwojowi odnawialnych źródeł energii obejmują głównie budowę lub modernizację kotłów do współspalania węgla z biomasą, technologię uznawaną za kontrowersyjną – dodaje Warso-Buchanan.

Raport wskazuje również, że aż około 1/3 firm nie podaje informacji o realnie poniesionych kosztach przedsięwzięć realizowanych w zamian za bezpłatne uprawnienia, uznając je za „dane wrażliwe”. Uniemożliwia to ocenę skali i znaczenia prowadzonych inwestycji.

–Jako społeczeństwo mamy prawo nie tylko wiedzieć, ale też współdecydować o tym, jakie inwestycje finansujemy w zamian za tzw. bezpłatne uprawnienia – zauważa Agnieszka Warso-Buchanan. To nie są pieniądze prywatne, ale środki publiczne. Pamiętajmy o tym, że zyski z aukcji uprawnieniami zasilają budżet państwa, a więc wszelkie odstępstwa od obowiązku kupna uprawnień oznaczają znaczne uszczuplenie wpływów do budżetu – podkreśla Warso-Buchanan.
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj
Pasaż zakupowy